To wydawało się niemal pewne od kilku dni. Wciąż nie ma co prawda oficjalnej informacji w tej sprawie, jednak spec od transferów – Fabrizio Romano nie ma wątpiwlości. Dro Fernandez dołączy do PSG.
Katalońskie media od dłuższego czasu uważały, że 18-letni Hiszpan jest kolejnym naturalnym talentem po Lamine Yamalu. Najbardziej z całej akademii wyróżniał się techniką, opanowaniem i wychowaniem taktycznym. Oczekiwano, że wkrótce zacznie być konsekwentnie wprowadzany do pierwszej drużyny. Debiut miał już za sobą i wydawało się, że to kwestia czasu.
Dro miał jednak ewidentnie inny plan. Miał on nie być przekonany do projektu sportowego Barcelony i obiecywanego czasu gry. Zdecydował, że będzie szukał nowego miejsca do kontynuowania kariery. Mówiło się o Manchesterze City i PSG. To paryżanie jednak byli konkretniejsi jasno stawiając, że liczą na jego angaż. Niepewność zawodnika rozwiał sam Luis Enrique.
Miał spotkać się z nim w Katalonii, gdzie obiecał, że regularnie będzie grał w Ligue 1. To miało zamknąć sprawę, od tamtego momentu było pewne, że dołączy do PSG. Kwestią pozostała kwota transferu, która była przedmiotem negocjacji między stronami. Ostatecznie paryżanie zapłacą… więcej niż wynosi klauzula wykupy Dro. Dlaczego?
Wszystko rozbija się paradoksalnie o finanse. Przy kwocie 6 milionów zawartej w klauzuli PSG musiałoby odprowadzić spore podatki. Przy 8 milionach, które ostatecznie mają zapłacić, możliwe było tego uniknięcie oraz rozłożenie na raty. Było to wygodniejsze zarówno dla Paryżan jak i Katalończyków. Zawodnik przeszedł już testy medyczne i wkrótce powinien pojawić się oficjalny komunikat w tej sprawie.
