Gabriel Moscardo to jeden z pierwszych transferów ery Luisa Camposa. 20-letni obecnie Brazylijczyk nie zadebiutował jeszcze w PSG. Z lekką nutą grozy wspomina jednak o kulisach podpisania kontraktu. Kontraktu, który w ogóle mógł nie dojść do skutku!
Środkowy pomocnik do PSG trafił z ekipy Corinthians. Miał być przykładem na zmianę polityki transferowej klubu. Niestety na tamtą chwilę nie prezentował odpowiedniej formy i najpierw udał się na wypożyczenie do Stade Reims. Tam nie zwojował ligi i na kolejny sezon był już zawodnikiem Bragi. Tutaj otrzymuje więcej szans, choć nie jest podstawowym zawodnikiem.
Teraz w rozmowie z brazylijskim dziennikiem „Terra” opowiada o kulisach transferu do PSG. Zaczęło się od ogromnego podekscytowania: „Kiedy przyjechałem do Paryża, zdałem egzamin, zrobiłem rezonans magnetyczny stopy i nie powiedziano mi, że istnieje podejrzenie guza. Zdałem egzamin, pojechałem z ojcem do szpitala. Wszyscy byli szczęśliwi. Był tam mój ojciec, matka, brat, narzeczona, agent – wszyscy byli szczęśliwi. Poszedłem więc z ojcem do szpitala, zdałem egzamin, a moja rodzina była już w centrum treningowym i czekała na mnie w biurze z umową i długopisem na stole, aby podpisać umowę zaraz po moim przybyciu”.
Niedługo później zmieniło się ono w ogromny stres: „Pojechaliśmy vanem do centrum treningowego PSG, zatrzymaliśmy się przy wejściu i wtedy kierowca odebrał telefon, zaczął mówić po francusku, a ja wtedy nie bardzo rozumiałem. Potem odłożył słuchawkę, rozmawiał przez około dwie minuty, odłożył słuchawkę, odwrócił się do nas z tyłu samochodu i powiedział: „Musimy wracać do hotelu, badanie nie dało jednoznacznych wyników”. Pomyślałem: „Cholera, to nieprawda, co za pech”. Byłem już w centrum treningowym… Nie wiem, może poruszyłem stopą podczas badania MRI, a podczas badania MRI nie wolno się ruszać. Być może poruszyłem stopą podczas badania MRI, nie udało się, jutro rano trzeba będzie powtórzyć badanie”.
Kamień z serca
Ostatecznie wykonano dodatkowe badania i kamień spadł mu z serca: „W mojej głowie było to po prostu badanie, które nie wyszło, i musiałem je powtórzyć następnego dnia rano. Następnego dnia rano, kiedy powtórzyłem badanie, przeszedłem tomografię komputerową, która była alternatywą dla rezonansu magnetycznego, prawda? Kiedy przeszedłem tomografię komputerową i poszedłem do lekarza, powiedział mi: „Wczoraj, kiedy przeszedłeś badanie, podejrzewaliśmy nowotwór w stopie, ale dzisiaj wykonaliśmy tomografię komputerową i nic nie znaleźliśmy”.
Moscardo może więc mówić o sporym szczęściu, jego kariera dzięki temu nabrała rozpędu i może realizować się w Europejskiej piłce. Kto wie co wydarzyłoby się gdyby zawodnik faktycznie miał guza. Wolimy o tym nie myślec…
