Dokonało się! To były pierwsze derby Paryża od 1978 roku. Przy niemal pełnych trybunach PSG pokazało, że nasi rywale zza miedzy mają jeszcze dużo pracy. Wynik i tak nie jest dla nich najgorszy – wygraliśmy 2:1.
To spotkanie można podzielić na dwie zupełnie odmienne części. Pierwsza to dominacja PSG, które wykorzystało niesamowitą atmosferę Parc des Princes i wystraszenie rywali. Widać to po statystykach, które były bezlitosne dla Paris FC. Paryżanie oddali 16 strzałów przy 1 rywali. Co prawda celne były tylko cztery, jednak pokazuje to jak bardzo bezradni byli nasi rywale.
Początkowo nie przełożyło się to jednak na wynik. Pomógł nam błąd rywali w rozegraniu piłki pod koniec pierwszej połowy. Przejął ją Fabian Ruiz, który miał wystarczająco dużo miejsca i czasu, aby zastanowić się nad dalszym przebiegiem akcji. Na lewej stronie boiska zobaczył dobrze ustawionego i niemal niekrytego Doue i podał do niego piłkę.
On wykorzystując swoją technikę podciągnął piłkę pod pole karne i huknął nie do obrony dla Kevina Trappa. Niedługo później sędzia zakończył pierwszą połowę spotkania. Po przerwie mecz wyglądał już zupełnie inaczej. Dość szybko po gwizdku sędziego Paris FC otrzymało rzut karny sprokurowany przez Zabarnyi’ego. Wykorzystał go Willem Geubbels i zrobiło się nerwowo. Na szczęście tylko na chwilę.
Dwie minuty po golu dla Paris FC do siatki trafił Ousmane Dembele. Miał trochę szczęścia, bo piłka odbiła się od rywala, w innej sytuacji Trapp bez problemu obroniłby strzał. Było jednak widać, że PSG spuściło z tonu i skupiło się na obronie i neutralizacji ataków rywali. Derbowa atmosfera ewidentnie udzieliła się również im. Choć większe xG w tej części spotkania mieli rywale to ostatecznie nie udało im się ponownie pokonać Chevaliera.
Pierwsze derby Paryża od lat padły więc łupem PSG! Na rewanż przyjdzie nam jednak poczekać. Jest zaplanowany jako ostatnie spotkanie Ligue 1 sezonu 2025/2026 i odbędzie się 16go maja 2025.
PSG 2:1 Paris FC
45′ – Desire Doue (1:0)
51′ – Willem Geubbels – rzut karny (1:1)
53′ – Ousmane Dembele (2:1)
