Deklasacja, to najlepsze określenie jakiego można użyć wobec dyspozycji PSG w „Le Classique”. Marsylia nie miała najmniejszych szans z rozpędzoną maszyną Luisa Enrique i „otrzymała” od nich aż pięć ciosów.
Paryżanie od pierwszych minut grali na bardzo dużej intensywności. Pressowali rywali, którzy mieli problem z rozgrywaniem piłki i często z wyjściem z własnej połowy. Na udokumentowanie przewagi nie trzeba było długo czekać. Po podaniu Nuno Mendesa do piłki dobiegł Barcola i pomknął w okolice boku boiska. Zobaczył dobrze ustawionego Dembele a ten nie mylił się z okolic jedenastego metra.
Nieco ponad dwadzieścia minut później Francuz po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Jak tyczki minął Balerdiego i Medinę pakując piłkę obok bezradnego golkipera Marsylii. Po tym rajdzie dało się słyszeć znaną wszystkim przyśpiewkę „Ousmane Balon D’Or”. Nic dziwnego, był to pokaz kunsztu technicznego Dembele, który ewidentnie miał coś do udowodnienia w tym starciu.
Kolejnych bramek w pierwszej części się nie doczekaliśmy. Warto było jednak poczekać, bo druga część to istne bombardowanie bramki Marsylii. Oddaliśmy na nią 15 strzałów z czego aż 4 zakończyły się trafieniami w obramowanie bramki. PSG dołożyło do przewagi jeszcze trzy gole. Jeden autorstwa Facundo Mediny, który sam wbił piłkę do własnej bramki. Drugi po pięknym woleju Kvaratskhelii, który na boisku pojawił się pare minut wcześniej.
Dzieła zniszczenia dokonał Lee Kang-In, który również wszedł z ławki rezerwowych i wpisał się na listę strzelców. Potwierdził tym samym dobre decyzje personalne co jedynie spięło klamrą cały występ drużyny. Wisienką na torcie był debiut Dro Fernandeza, który pokazał duży potencjał grając w środku pola. Podsumowując, PSG pokazało Marsylii miejsce w szeregu, dało sygnał, że wraca do dobrej formy i z uśmiechem wyjeżdzało z Parc des Princes. Czego chcieć więcej?!
