Nie było to łatwe spotkanie, bez wątpienia. RC Strasbourg miał swoje argumenty, miał szanse, jednak w ostatecznym rozrachunku lepsze okazało się PSG. Taka jest właśnie piłka nożna.
Mecz ten miał pokazać na jakim etapie znajduje się obecnie PSG. Po ostatnich nienajlepszych wynikach, szczególnie w Lidze Mistrzów, potrzebowaliśmy przełamania. Zadanie było jednak trudne, bo pojechaliśmy do Alzacji, gdzie nigdy nie grało nam się łatwo. Szczególnie od momentu gdy RC stało się filią Chelsea. Zanotowali ogromny progres i grają jedną z lepszych piłek w Ligue 1.
Mało brakowało a spotkanie to mogłoby zakończyć się zupełnie inaczej. Już w pierwszych minutach spotkania piłkę ręką w polu karnym dotknął Marquinhos. Po analizie VAR sędzia podyktował rzut karny, jednak na drodze do prowadzenia stanął Matfey Safonov. Zatrzymał on strzał Panicelliego utrzymując PSG w grze. Jednocześnie dał jasny sygnał, że zasługuje na numer jeden w bramce. Przynajmniej na razie.
To dodało skrzydeł paryżanom, którzy wykorzystując zamieszanie szybko wyprowadziło potężny cios. Po nieporozumieniu w polu karnym i złym wybiciu piłki padła ona pod nogi Mayulu, który nie mylił się z okolic jedenastego metra. Miało być 1:0 dla gospodarzy a to my wyszliśmy na prowadzenie. Wtedy jednak stało się to co w wielu ostatnich spotkaniach, paryżanie zupełnie opadli z sił, lub chęci. To skrzętnie wykorzystał Strasbourg.
Nie minęło wiele czasu a Guela Doue doprowadził do wyrównania. Stało się jasne, że spotkanie to będzie wymagało od nas dużego poświęcenia. I faktycznie poświęcenie było potrzebne, bo ta bramka napędziła gospodarzy, którzy chcieli pójść za ciosem. Wynik w pierwszej połowie, pomimo szans z obu stron, nie zmienił się. Ciężko też było wskazać faworyta.
Luis Enrique w przerwie zdecydował się na zmianę w składzie. Bezbarwnego tego dnia Mbaye zmienił Doue co pozwoliło nieco rozruszać boki boiska. W drugiej części meczu z kolei to my zaczęliśmy budować przewagę, niestety nic z tego nie wynikało. Nasze ataki rozbijały się o obronę gospodarzy i wydawało się, że mecz zakończy się remisem.
Przekonanie to zmalało w 75 minucie gdy czerwoną kartkę otrzymał Achraf Hakimi. Paradoksalnie to jednak pozwoliło nam groźniej zaatakować bramkę. Racing poczuł szansę i zaczął mocniej atakować co dawało więcej przestrzeni na bokach boiska. To właśnie tam rozpoczęła się nasza akcja bramkowa, która ostatecznie ustaliła wynik spotkania.
Kapitalną piłkę posłał z prawej strony Zaire-Emery, Mike Penders minął się z piłką a ta spadła idealnie na głowę Nuno Mendesa, który nie mylił się wyprowadzając PSG na prowadzenie. Gospodarze próbowali jeszcze odpowiedzieć, my zwarliśmy jednak szyki i udało się utrzymać korzystny wynik. Racing ma czego żałować, my z kolei możemy mówić o dużym szczęściu, albo wyrachowaniu.
Miejmy nadzieję, że to spotkanie podniesie nas na duchu. Czekają nas bowiem piekielnie trudne starcia i odrobina pozytywnego myślenia bardzo nam się przyda.
