Phillip Kohn w początkowym stadium spotkania mocno dał się we znaki ekipie Luisa Enrique. PSG przegrywając 0:2 otrzymało rzut karny. Szwajcar stanął jednak na wysokości zadania i obronił strzał Vitinhi. Po meczu podzielił się odczuciami odnośnie tej interwencji.
Pierwsze minuty spotkania w Księstwie to istna katastrofa w wykonaniu PSG. Straciliśmy bramkę już w 2 minucie a szesnaście później Balogun trafił po raz drugi. Konsternacja byłą wyczuwalna na twarzach piłkarzy i sztabu. Nie tak to miało się rozpocząć. Szybko jednak mogliśmy się „odkuć” za sprawą rzutu karnego podyktowanego po faulu na Kvaratskhelii. Do strzału podszedł Vitinha.
Wiele można powiedzieć dobrego o Portugalczyku, ale na pewno nie jest on dobrym wykonawcą rzutów karnych. Niestety potwierdził to również w tym spotkaniu. Uderzył w prawy róg bramki i Kohn bez większego problemu interweniował. Wprawił tym samym w euforię lokalnych kibiców jednocześnie przysparzając ciarki PSG. W tamtym momencie wydawało się, że tego meczu po prostu nie wygramy.
Sam zainteresowany przyznaje, że główną rolę odegrało tutaj szczęście, ale i bramkarski instynkt. – „Miałem trochę szczęścia, ponieważ skoczyłem we właściwą stronę. Na szczęście mój instynkt podpowiedział mi, że powinienem skoczyć w prawo. Vitinha pogratulował mi tego. Myślę, że miło jest, gdy przeciwnik mówi ci, że wykonałeś dobrą robotę”
Ostatecznie jednak ta interwencja nie przełożyła się na zwycięstwo ekipy z Księstwa. Zbawcą był Desire Doue, który zanotował kapitalne wejście zdobywając ostatecznie dwie bramki i asystę. Dzięki temu PSG wygrało to starcie 3:2 i jest w bardzo dobrej sytuacji przed rewanżem.
